czwartek, 9 października 2014

Rozdział III - Wyprawa - Cz.2

Zabijcie mnie. Tak długo nie dodawałam rozdziałów, ale to dlatego że nie miałam chęci. T.T
-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Zapraszam do lektury.
----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Poprzednim razem...
Witajcie. - Mój oziębły głos wywołał dreszcze u Minekurwy, skąd to wiedziałam? Proste, usłyszałam. Spojrzawszy na nią zapytałam. - Co ona tu robi? - Dało się wyczuć w tych słowach pogardę do czarnowłosej, już sam jej zapach przyprawia mnie o odruchy wymiotne, a co dopiero obecność? Nie chcę wiedzieć. - Pójdzie z nami na misję. - W tym samym czasie odpowiedział na moje pytanie Sting. Prychnęłam. - Dlaczego taki śmieć ma iść z nami na misję? - Minekurwa wściekła się, dało się to zobaczyć na jej twarzy, lecz po chwili z pogardliwym uśmieszkiem odpowiedziała. - Dlaczego taki kurdupel musi mi towarzyszyć? - Przegięła, zabiję ja przy pierwszej lepszej okazji, i huj mnie obchodzi straż,rada czy nawet sama królowa Fiore. Zabiję i koniec. Nie przepuszczę jej tego...
Kochana rozwścieczyłaś diabła...
Rozdział III - Wyprawa Cz.II
Nie wiem co było bardziej wkurzające, Sting śliniący się na moją spódnicę czy Minewra siedząca na przeciw mnie...
Dobra, jednak Minewra wygrywa. Nie zwracając zbytnio uwagi na resztę świata, zaczęłam interesować się krajobrazem który widniał za oknem pociągu.  Maszyna mijała coraz to wspanialsze lasy, wioski i góry, aż w końcu przejechała po moście który znajdował się nad ogromną rzeką. Widok zapawał dech w piersiach, nawet u takiej osoby jak ja.  Lecz po chwili pociąg zatrzymał się a ja sama dzięki moim wyczulonym zmysłom usłyszałam krzyki z wagonu przed nami. Szybko wstałam, zrzucając z moich kolan nieprzytomnego Stinga, któremu choroba lokomocyjna dała się we znaki. 
- Co robisz?!  - spytała Minewra widząc jak się gwałtownie podnoszę - Pociąg się jeszcze nie zatrzymał. - dodała - Racja. Ale ty tego nie słyszysz. - odpowiedziałam - Jesteś na to za głupia. - Dodałam po chwili, po czym ruszyłam 
w stronę źródła krzyków.
Gdy znalazłam się przy drzwiach do wagonu roztrzaskałam je na miliony kawałeczków moimi wektorami. Po chwili ujrzałam ludzi którzy klęczeli pod ścianą i...płakali? Coś w tym stylu. Rozejrzałam się po pomieszczeniu, lecz nikogo nie znalazłam, przynajmniej kogoś kto wyglądał na niebezpieczną osobę. Niestety, myliłam się. Już po chwili usłyszałam kroki, a potem odgłos odbezpieczania broni.
- "Cholera." - zaklęłam w myślach - Nie ruszaj się. Jeśli użyjesz magii, wysadzę ten wagon. - Powiedział napastnik i po chwili pokazał mi jakiś wihajster. 
Musiałam wymyślić jakiś dobry plan, w którym wektory będą bardzo pomocne. 
Ruszyłam stopą, a napastnik strzelił. Szybko użyłam teleportacji i pojawiłam się za bandytą. W tym samym czasie do wagonu wbiegli Minewra, Sting i Rogue z czego ostatnia dwójka najwyraźniej już oprzytomniała. Ich towarzystwo nie robiło mi nawet najmniejszego problemu, BA! nawet mnie cieszyło! To była idealna okazja do udowodnienia nim jak bardzo niebezpieczna i mordercza jestem. Zanim zamachowiec zdążył zareagować wyrwałam mu serce, głowę, i inne kończyny. Nim się spostrzegłam byłam cała we krwi. Odwróciłam się by spojrzeć na twarze "obserwujących" i...przeżyłam szok. U żadnego z nich nie mogłam dostrzec choćby cienia strachu. Rogue miał wyraz obojętności, Minewra złości, a Sting zaś...no właśnie, Sting. On był za to najspokojniejszy z całej trójki a jego szelmowski uśmiech tylko potęgował narastającą we mnie złość. Czerwona ze złości jak burak omijam całą trójkę szerokim łukiem i siadam na swoim miejscu w poprzednim wagonie, jak się później okazało na próżno, bo...idziemy pieszo...
------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Krótki bo krótki, ale zawsze coś, nie? ;D
Na pewno wam to czymś jutro zrekompensuje, ale czym nie powiem ;x 
Ps. PISZCIE KOMENTARZE. Niby 1000 wejść a pod ostatnim rozdziałem 4 komy...Z czego tak naprawdę 1 na temat rozdziału...SMUTNO MI NO ;'C
Cdn. w II części rozdziału.

wtorek, 26 sierpnia 2014

Gomene D:

Gomene, tak bardzo, gomene D: 
Ostatnio  zabrakło mi chęci do opowiadania, i nie ważne jak bardzo chciałam coś napisać to nie wychodziło. ;-; 
Mimo wszystko postaram się w tym tygodniu dodać rozdział.

~Tris.

czwartek, 31 lipca 2014

Rozdział III - Wyprawa - cz.1

Yo! Oto nowy rozdział! Mimo wszystko, ankieta nie wiele mi pomogła, więc postanowiłam pisać rozdziały co Czwartek :). Miłego czytania!
---------------------------------------------------------------------------------------------
Poprzednim razem...
Spojrzałam na niego, po czym ledwo powstrzymując śmiech pokiwałam twierdząco głową. Ten strzelił facepalm'a a ja wybuchłam nieopanowanym śmiechem. Cała gildia spojrzała się na mnie, i dopiero wtedy zdałam sobie sprawę że muszę wyglądać  jak kompletna idiota, albo gorzej...debilka. Nagle podbiegł do nas Sting i zaczął wymachiwać nam przed nosem jakimś papierkiem, a to zaczęło mnie już denerwować. Wyrwałam mu ten świstek, czy bóg wie co a następnie po cichu przeczytałam.-Mamy misję! - Wykrzyknął wesoło Sting, a ja nadał stałam w miejscu z niewidocznym uśmiechem...
Rozdział III - Wyprawa.
Podniosłam głowę tak by móc spojrzeć na blondyna, po czym już z poważną miną powiedziałam -Wyruszamy jeszcze dziś. - i wziąwszy ze sobą kartkę ruszyłam ku wyjściu. Musiałam się przecież jakoś przygotować, tylko jak? Przecież nie miałam nawet mieszkania, bo było mi ono niepotrzebne. Zazwyczaj sypiałam na gałęziach drzew co mi całkowicie odpowiadało. Ale przecież kiedyś musiałam kupić sobie normalne, LUDZKIE, mieszkanie. Na samą myśl o tym że będę musiała mieszkać tam gdzie dotychczas przebywali ludzie, przeszedł mnie dreszcz. -"Pieprzony Laxus, musiał mi dać tak cholernie okropną misję? Niech go piorun trzaśnie, i tak żeby nie mógł go zjeść." - Pogrążona we własnych myślach nawet nie zauważyłam że ktoś mnie śledzi, spostrzegłam się dopiero gdy usłyszałam jakiś szmer za plecami. Odwróciłam się gwałtownie i szybkim ruchem dłoni wyciągnęłam z pochwy katanę. Zamachnęłam się by zadać cios ofierze, ale w tym samym czasie przed oczami mignął mi kosmyk blond włosów, a moją katanę zatrzymała jakaś silna ręka. Przez chwilę nie wiedziałam co się dzieje i już miałam zaatakować kolejny raz, gdy usłyszałam głos - Uff...mało brakowało, ale jeszcze jesteś dla mnie za słaba, próbuj dalej. - Dopiero teraz spostrzegłam że owa "ofiara" jest ode mnie wyższa a ja nie sięgam mu nawet do szyi. Gdy spojrzałam wyżej wszystko stało się jasne. Niebieskie tęczówki wpatrywały się we mnie, i co jakiś czas opadał na nie kosmyk złocistych włosów. Opuściłam broń i odsuwając się od niego o jeden krok zapytałam - Dlaczego mnie śledziłeś? - ten tylko dziwnie na mnie spojrzał i powiedział - Przecież byłem zaraz za tobą, nie moja wina że byłaś jakaś nie obecna. - Spojrzałam znowu w jego oczy, i wyglądało na to że mówi poważnie, na co ja zmarszczyłam brwi i już chciałam coś powiedzieć gdy ten mi w tym przeszkodził - Możesz spać u mnie. - Próbowałam wyłapać jego spojrzenie, ale wyglądało na to że blondyn jest zafascynowany tym co się dzieje w restauracji obok. Postanowiłam go zignorować i zaczęłam zastanawiać się nad rzuconą mi propozycją. Po chwili namysłu zapytałam - Skąd wiesz że nie mam mieszkania? - przewiercałam go wzrokiem i już miałam odmówić gdy znowu wtrącił mi się w słowo i z podejrzanym uśmieszkiem powiedział - No weź, będzie fajnie,zobaczysz. Przecież nic ci nie zrobię...jeśli sama tego nie zechcesz... - To ostatnie wyszeptał z odstraszającym uśmiechem i gwałtownie przysunął swoją twarz do mojej, przez co natychmiastowo od niego odskoczyłam, a moje szanowne cztery litery zaliczyły bliskie spotkanie z zimnymi i twardymi posadzkami. Główny sprawca tylko zaśmiał się głośno i powiedział - Spokojnie przecież tylko żartowałem, nie ma się czym przejmować. - Wyciągnął do mnie dłoń a ja patrząc na niego spod byka z ogromnymi rumieńcami i jeszcze większą nie chęcią przyjęłam ją. Ten tylko uśmiechnął się i pociągnął mnie w stronę swojego domu.


Gdy weszłam do domu blondyna przeżyłam szok. Wszystko ładnie poukładane, czysto że aż się lśniło, i ten zapach dochodzący z kuchni...aż ślinka cieknie. Szybko pobiegłam więc do miejsca zapachu rozkoszy a tam czekał na mnie kolejny szok. Nakryty Stół z różnym jedzeniem, tam ryba, tam Ramen, tam kulki ryżowe jeszcze gdzie indziej Oden. Stałam tak wpatrzona w ten stół, jak w ósmy cud świata i nawet nie zauważyłam jak obok mnie staje Sting - Podoba się? - zapytał, na co ja kiwnęłam potwierdzająco głową, po czym powiedziałam - Dam ci radę... - Odwróciłam się do niego twarzą i podnosząc głowę spojrzałam mu prosto w oczy z tak poważną miną jak nigdy. - Ty weź rzuć robotę maga i zostań gosposią, będziesz zasuwał po domach w spódnicy i rajtuzach sprzątając kible...- Ledwo co powstrzymywałam śmiech na wyobrażenie sobie Stinga w roli pokojówki - Ha,ha bardzo śmieszne, naprawdę, nie myślałaś kiedyś o roli Komika? -zapytał ironicznie na co ja odpowiedziałam udając zamyśloną i poważną. - Hm...myślałam o tym ale mnie nie przyjęli bo byłam za bardzo zajebista. - Niebieskooki tylko westchnął i poszedł do swojego pokoju po to aby jeszcze dziś być gotowym na wyprawę, ja uczyniłam to samo.


Nadeszła godzina spotkania, ja oczywiście nie śpieszyłam się. Bo po co? Pociąg zaczeka, a nawet jeśli się spóźni to nic nie stracimy. Mogłabym nawet powiedzieć że zyskamy. Gdy doszłam (powoli ale doszłam) na wyznaczone miejsce zauważyłam Minekurwę rozmawiającą z Stingiem i Rougem. Będąc 100% spokojna podeszłam do nich z moją fioletowo-błękitną walizką i przywitałam się. - Witajcie. - Mój oziębły głos wywołał dreszcze u Minekurwy, skąd to wiedziałam? Proste, usłyszałam. Spojrzawszy na nią zapytałam. - Co ona tu robi? - Dało się wyczuć w tych słowach pogardę do czarnowłosej, już sam jej zapach przyprawia mnie o odruchy wymiotne, a co dopiero obecność? Nie chcę wiedzieć. - Pójdzie z nami na misję. - W tym samym czasie odpowiedział na moje pytanie Sting. Prychnęłam. - Dlaczego taki śmieć ma iść z nami na misję? - Minekurwa wściekła się, dało się to zobaczyć na jej twarzy, lecz po chwili z pogardliwym uśmieszkiem odpowiedziała. - Dlaczego taki kurdupel musi mi towarzyszyć? - Przegięła, zabiję ja przy pierwszej lepszej okazji, i huj mnie obchodzi straż,rada czy nawet sama królowa Fiore. Zabiję i koniec. Nie przepuszczę jej tego...
Kochana rozwścieczyłaś diabła...

Nihil subvertit a radicibus humanam, non afficiat tam ira quam sensus, qui se humiliat, quae maximi.

---------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Yo!
Tak jak obiecałam, jest nowy rozdział. Mam nadzieję że się podoba, i zapraszam do komentowania! :-D
~Pozdrawiam Tris.






poniedziałek, 28 lipca 2014

Em..Um...hej? xd

Ta....
Teraz możecie mnie opieprzyć za to iż nie pisałam przez PONAD MIESIĄC, ale naprawdę nie miałam jak.
Wyjechałam z Ciocią w góry i nie miałam jak napisać rozdziału (brak internetu, komputera, nowoczesnej technologii...) T.T 
Ogółem postanowiłam też dodawać nowe rozdziały w -UWAGA- dum duru dum....
CZWARTKI.
Dlatego iż środa i piątek mają tyle samo głosów, a czwartek jest taki środkowy (moja logika oklaski na stojąco Tris x.x)
to będą się one właśnie w ten dzień pojawiały.
A na razie się żegnam :-)

poniedziałek, 23 czerwca 2014

Rozdział II - Misja

Witajcie skarby! Mimo iż rozdział miałam dodać dopiero w wakacje, to postanowiłam dodać go dziś. Mam też takie pytanie...jak podoba się wam nowy szablon?
------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Siedziałam sobie przy barze, i pustymi oczyma wpatrywałam się  w kielich wina. Wypiłam dopiero jego połowę, a on już stracił smak. Wstałam, a kiedy spostrzegłam że barman mało co nie dostał zawału, w duchu uśmiechnęłam się satysfakcjonująco. Nie mogłam inaczej, gdyż tutaj musiałam mieć tą swoją "kamienną twarz", no, i jeszcze myślałam nad wczorajszą rozmową.....
-Nie szukaj jej w tych oczach, ona umarła...
Sting wpatrywał się we mnie z mocno wytrzeszczonymi oczami. Lecz po chwili zrobił coś co mnie bardzo zaskoczyło, między innymi uśmiechnął się.-Nie bądź głupia...-Zdziwiłam się na te słowa jeszcze bardziej.-Tris, to Tris, a skoro tak to ty wcale nie umarłaś.-Moje zszokowanie było tak wielkie że aż trudno opisać. Ale czego ja się spodziewałam? Że powie coś w stylu: "Aha spoko" i zacznie się mnie bać tak jak wszyscy głupcy na świecie? Przecież to był mój najlepszy i wieloletni przyjaciel. Spuściłam wzrok, lecz mimo wszystko dostrzegłam ten jego rozbrajający uśmiech. Po chwili gdy grzywka, zasłoniła mi całkowicie oczy, a gdy już chciałam powiedzieć coś co miało by go odstraszyć, ten zrobił kolejny krok który mnie zszokował, między innymi przytulił mnie. A ja?. Ja, nie mogąc już nic powiedzieć oddałam uścisk.  Ale muszę przyznać...na jego upartość nie ma sposobu.
-"Idiotka! Całkowita kretynka! Debilka! Zawsze muszę coś schrzanić!"-Gdy tak sobie myślałam, niby przez przypadek wpadłam na jakąś osobę, przez co moje szanowne cztery litery spotkały się z dość twardą podłogą, serio, mogli zainwestować w poduszki, albo chociaż dywan! -Kurwa...-Zaklęłam cicho, ale wystarczająco głośno by osobnik z którym zaliczyłam czołówkę, to usłyszał.-Od kiedy to damy tak brzydko się wypowiadają?-No nie! Musiał to być akurat on? I akurat teraz gdy jestem tak cholernie wściekła! Ale skoro jestem aż taką "damą" to tak jak kultura nakazuje trzeba "kulturalnie" i "grzecznie" odpowiedzieć na zadane pytanie.-A od kiedy to, ja jestem taką damą? No chyba że wyraz "dama" rozumiesz jako bezduszna i bezlitosna zabójczyni.-Sting spojrzał na mnie jak na upośledzoną psychicznie -"miło..."-pomyślałam ponuro, lecz z nutką sarkazmu. Westchnęłam dość głośno po czym, wyciągnęłam do niego dłoń. - Co jest? Coś ci się stało w dłoń? Jesteś ranna?-.....serio? naprawdę? czy on naprawdę jest takim idiotą czy tylko udaje? Chyba głupszych ludzi nigdy nie widziałam... - Ale ty jesteś głupi...-Złapałam go za rękę, i mniej - więcej wytłumaczyłam o co mi chodziło. Gdy już miałam odejść od blondwłosego, drzwi nagle otworzyły się a w nich stanęła kobieta która wyglądała co najmniej jak strach na wróble. Ja cię...jaki makijaż, ciekawa jestem skąd go wzięła...ze sklepu o nazwie "Pod czarownicą - jeśli chcesz być strachem na wróble kupuj u nas!" ? Cofnęłam się kilka kroków do niebieskookiego, po czym pociągnęłam go za rękaw i zapytałam. - Ej czym jest to coś? - Blondasek najwyraźniej nie wiedząc o kim mówię zrobił minę jak ostatni przygłup, na co ja zareagowałam "Face Palm'em", by po chwili wskazać palcem na ten strach na wróble. Sting dopiero po tym geście zorientował się że mówię o tym czymś, opowiedział. - To Minevra, uważana za najstraszniejszą kobietę w gildii. - Gdy usłyszałam te słowa, na powrót stałam się "tamtą" Tristitią, i wręcz opętała mnie chęć zabicia Minevry. Uśmiechnęłam się jak ostatnia psychopatka i ruszyłam na tego stracha na wróble. Gdy zauważyłam że Sting idzie za mną powiedziałam, - Zostań... - a ten natychmiastowo się zatrzymał, pewnie z uwagi na mój głos który był teraz o wiele bardziej mroczny i bezuczuciowy niż na początku. Powoli zbliżałam się do tego strachu na wróble, gdy już przy nim byłam ten spojrzał na mnie jak na wstrętnego robaka, który najwyraźniej mu w czymś przeszkadza. - Czego chcesz? - Zapytała. Jej ton, był co najmniej przerażający, ale dla zwykłego człowieka, nie dla mnie.- Usiąść, to moje miejsce. - Odpowiedziałam. Najwyraźniej zdenerwowałam ją moim zachowaniem, co mi schlebiało. Kontynuowałam rozmowę. - Więc jak będzie? Zejdziesz sama, czy mam zdjąć cię siłą? - No cóż, musicie przyznać że jestem wredna, siedzi sobie strach na wróble (na dodatek niskiej jakości) a ja podchodzę i mówię że to moje miejsce, więc ma sobie iść. Trudno, takie życie, a ono potrafi być wredne, bez wyjątków.-Phi...-Czy ona prychnęła?! Jak śmiała na mnie prychnąć?! Dla takiego śmiecia moje słowa powinny być świętością!!!  Byłam wściekła, ale nie mogłam dać tego po sobie poznać. To oznaczało wojnę, wojnę którą na pewno wygram. Gdy już miałam uciszyć ją na wieki, (Ta...czyli między innymi zabić? ;p dop.autor.) usłyszałam głośny krzyk który zapewne zawołał imię ,,Sting!!!". Odwróciłam się i ujrzałam nikogo innego jak Lectora, który teraz tulił się do piersi blondyna. Wpatrywałam się w nich przez chwilę, dłużej nie mogłam dlatego gdyż ten blondasek raczył pokazać mnie Lectorowi. Nie musiał nawet podchodzić bo wskazał na mnie palcem, a exceed natychmiastowo zaczął lecieć w moją stronę z serdecznym uśmiechem. Po chwili poczułam jak kot przytula mnie z całej siły szepcząc jakieś niezrozumiałe dla mnie słowa. Pogłaskałam go po głowie i wzięłam w dłonie, by następnie ułożyć go sobie na ramię. Podeszłam do Stinga który właśnie rozmawiał o czymś z pewnym czarnowłosym chłopakiem. O dziwo, chłopak ten wyglądał tak jakby był co najmniej w moim wieku (18 lat). Przybliżyłam się i zaczęłam uważnie się przyglądać czarnowłosemu magu. Gdy ten mnie zauważył natychmiastowo cofnął się kilka kroków do tyłu. Ach, te satysfakcjonujące uczucie gdy ktoś się ciebie boi...po prostu je kocham! Niestety blondasek musiał wszystko popsuć.-Rogue, nie musisz się jej bać, to moja stara przyjaciółka Tristitia, ale możesz na nią mówić Tris.-Sting, durniu! Kiedy nadarzy się okazja, to zobaczysz wyrwę ci ten jęzor i zrobię sobie z niego wisiorek! Rogue popatrzył się na niego jak na osobę upośledzoną psychicznie, po czym złapał mnie za rękę i zaciągnął w jakiś ciemny kąt.-Tris. muszę zadać ci jedno pytanie, czy mogę?-zapytał. Na co kiwnęłam potwierdzająco głową.-Dobrze więc...-kontynuował - Czy Sting od małego był taki...głupi?- Spojrzałam na niego, po czym ledwo powstrzymując śmiech pokiwałam twierdząco głową. Ten strzelił facepalm'a a ja wybuchłam nieopanowanym śmiechem. Cała gildia spojrzała się na mnie, i dopiero wtedy zdałam sobie sprawę że muszę wyglądać  jak kompletna idiota, albo gorzej...debilka. Nagle podbiegł do nas Sting i zaczął wymachiwać nam przed nosem jakimś papierkiem, a to zaczęło mnie już denerwować. Wyrwałam mu ten świstek, czy bóg wie co a następnie po cichu przeczytałam.-Mamy misję! - Wykrzyknął wesoło Sting, a ja nadał stałam w miejscu z niewidocznym uśmiechem...
------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Skończyłam!
W końcu! Ludzie nawet nie wiecie ile zabierałam się do napisania tak krótkiego rozdziału .___. *facepalm*
No cóż, ale ważne że jest, nie?
Dobrze, to ja kończę.
~Pozdrawiam Tris.

niedziela, 25 maja 2014

Rozdział I - Spotkanie

Hejka! I oto rozdział I, jestem dzisiaj trochę przymulona bo jest poniedziałek, a w poniedziałki zawsze mamy niemiecki i hiszpański ;-; Boshe!!! Jak ja nienawidzę tych przedmiotów...a teraz bez zbędnego gadania (bo i tak już za dużo powiedziałam.) zapraszam na rozdział!
------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Tristitia
Stałam na krawędzi jakiegoś wysokiego budynku. Pustymi oczyma obserwowałam uliczny gwar. Ludzie to jednak głupie istoty, nieświadome tego że są tu tylko zabawkami, nieświadome trudów życia i okropnej gry losu...Zaczął padać deszcz, nagle uliczny gwar ucichł, i zaczął powoli zmieniać się w małą grupę ludzi. A ja? nadal stałam, deszcz...czasami mam wrażenie że to płacze resztka mojej umierającej duszy, błagając boga o zbawienie. Wybacz kochana, ale on cię nie usłyszy, już dawno o tobie zapomniał. Mimowolnie spojrzałam na gildię o nazwie Sabertooth, był to ogromny budynek z flagą na końcu. Aż się prosi żeby "przypadkiem" go zniszczyć. Niestety nie mogę, dostałam misję od mojego byłego opiekuna - Laxus'a Dreyar'a. Muszę tam szpiegować przez co najmniej 3 miesiące, a dopiero potem mogę to spalić, zniszczyć, wysadzić lub zmieść z powierzchni ziemi. W końcu postawiłam jeden krok przed siebie i skoczyłam. Gdy już wylądowałam, byłam gdzieś na środku ulicy, nagle poczułam jak ktoś mnie obserwuje. Dobrze, skoro chce zobaczyć jak wygląda moje życie to mu je ujawnię, chociaż kawałek. Skierowałam się do najciemniejszego i najniebezpieczniejszego kawałka miasta. Ściągnęłam kaptur i już koło mnie pojawili się bandyci. Sprawdziłam jeszcze czy ten ktoś mnie nadal obserwuje i postanowiłam zaatakować. Chwila, tyle wystarczy by ich wszystkich zabić. Dobrze więc...żegnajcie....
Rouge.
Widziałem to...to jak bezlitośnie ich zabiła, chwila, tylko tyle czasu jej to zajęło. A najdziwniejsze było to że nawet się nie ruszyła. Po prostu zamknęła oczy a oni.....wybuchli...Spojrzałem jeszcze raz w dół, jej już nie było, a jedyne co po sobie zostawiła, to te miejsce pełne ich krwi.
Tristitia
Już nie czułam jego obecności, najwyraźniej się wystraszył.  Ciekawo czy się załamał, a nawet jeśli nie, to co mnie to obchodzi. Ludzie i ta ich ciekawość...żałosne. Pewnie teraz myślicie że krytykuję własną rasę. Otóż nie...bo widzicie ja wcale nie jestem człowiekiem, jestem czymś co ma tylko kilka procent człowieczeństwa w sobie. Można by powiedzieć że jestem czymś na wzór mieszanki, eksperymentu czy czymś podobnym. Stałam na gałęzi jakiegoś drzewa, spojrzałam na niebo a dokładniej na słońce. Południe. Dobrze więc czas zacząć misję, zeskoczyłam z drzewa i ruszyłam w stronę budynku Sabertooth.
Kilka godzin później.
Tristitia
Stałam przed głównym wejściem, delikatnie ale jakże zdecydowanie popchnęłam drzwi, a moim oczom ukazał się ogromne pomieszczenie pełne ludzi. Kątem oka zauważyłam tą samą osobę która mnie śledziła. Uśmiechnęłam się chytrze, gdy zauważyłam że wszyscy mi się przyglądają. Cudownie. Użyłam moich wektorów (tak wiem wzięłam od Elfen Lieda, mam nadzieję że nie jesteście źli.) i zmusiłam wszystkich aby mi się pokłonili. Co za wspaniały widok! Ta ich bezradność i strach wymalowane na twarzy! Mogłabym oglądać to godzinami! Kiedy byłam już przed gabinetem mistrza tej gildii, postanowiłam ich wypuścić. Może później kogoś pomęczę. Otworzyłam drzwi do jego gabinetu i wszedłam (?).
Sting.
Nagle poczułem przytłaczającą moc, czułem się jakby coś wyżerało moją duszę. Szybko wybiegłem na dół i to co zobaczyłem zdziwiło mnie. Wszyscy z ogromnym przerażeniem na twarzy wpatrywali się w zakapturzoną postać. Gdy zobaczyłem Rouga, którego psychika zapewne nie miała się zbyt dobrze coś we mnie pękło. Z wielką wściekłością ruszyłem na ową postać, gdy nagle zatrzymał mnie dobrze znany mi głos.
Tristitia.
-Sting?-Zapytałam jakby nie wierząc w to co widzę. Miałam ochotę płakać, znalazłam go! W końcu go znalazłam! Szybko zdjęłam kaptur i podbiegłam do niego, gdy już przy nim byłam chciałam dotknąć jego policzka  nagle coś mi się przypomniało.-Nie mogę...-wyszeptałam i błyskawicznie zabrałam od niego dłoń. Odwróciłam się i miałam zamiar odejść gdy niespodziewanie mi przeszkodzono.
Sting.
To była ona! Jak ja za nią tęskniłem! A gdy nie pozwolono mi do niej wrócić tęsknota nabrała na sile! Przytuliłem ją tak mocno jak tylko potrafiłem. Już nigdy jej nie zostawię! NIGDY! Gdy tak się do niej tuliłem, poczułem że coś jest nie tak. Była zimna, jak trup...to nie było normalne.
Tristitia.
Wyrwałam się, odwróciłam się do niego plecami i gdy zauważyłam że patrzy w moje oczy powiedziałam.-Nie szukaj jej w tych oczach, ona umarła...
----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Tak więc oto rozdział I. Jeśli chodzi o znak (?) przy wyrazie "szedłeś" to chodzi o to że wujek google podkreśla mi ten wyraz, a przecież uczono mnie że szłeś,szła,szło to niepoprawna/wymowa pisownia. Chociaż może po prostu chodzi o to że nie wyłapuje tego wyrazu ;p NIE WIEM.


niedziela, 11 maja 2014

Prolog

Był ciepły letni poranek, dwójka dzieci właśnie bawiła się w berka, a mały brązowy kotek, uważnie im się przyglądał. 
Nagle jedno z nich upadło potykając się o kamień, i zaczęło płakać.
Okazała się to być słodka białowłosa dziewczyna o oczach fioletowych niczym Ametyst.
Po chwili tuż przy niej znalazł się blond-włosy chłopak, i podał jej dłoń, uśmiechając się.
Białowłosa przyjęła ją z wielkim entuzjazem, i znów zaczęła ganiać blond-włosego w grze o nazwie "Berek"
Lecz szczęście nie jest wieczne...
----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Em...dzień dobry? To jest moje pierwsze opo. więc mam nadzieję że się spodoba. Na razie tylko prolog, ale mimo wszystko proszę o wytykanie mi błędów w komentarzach. Wszystko to co wam się nie podoba (oprócz fabuły) będę zmieniać w następnych  notkach. A na razie się żegnam!
~Tris.